Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2013

Durska dotyka problematyki modowej





Co robi kobieta, gdy nęka ją bezsenność?
Robi oczyma wyobraźni przegląd swojej szafy.
A czy pomaga jej to zasnąć?
Nie. Oczywiście, że nie. Biedaczka się załamuje i do świtu kręci po łóżku, dźgając złośliwe chrapiącego męża. Chrapiąca Godzilla była na tyle daleko, że dźgać się nie opłacało. Ze złości matka wstała przed 4.00 i popracowała. Wie, na co wyda, co zarobi.

Koniec posta. Łatwo się domyślić, że aktualnie jestem na tyle niewyspana, że więcej po prostu być nie może. I tak, szafa się nie domyka. Ale wciąż nie ma w niej tego, co jest niezbędne, by spokojnie zasnąć. Najwyraźniej.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Matki nastawienie do trendów. Spojrzenie modowe znad pieluch.

 Matka była we Frisco, do galerii nie chadza, gdyż Godzilla przeszkadza. Kupiła trochę tego, trochę tamtego. Nic wielkiego. Zgrzewkę mleka Łaciatego. Chodzi w PePe z przeceny, są w jednym sklepie za 79 zł. Kocha matka swoje PePe, bo są wygodne. Tylko się na mróz już nie nadają, materiał zbyt cienki w strategicznych miejscach. Na mróz matka ma zwykłe Cubusy. Godzilla zaś made dla Decathlon, ortalionowe. Na dwa lata kupione – na ten trok i na przyszły, w tym roku się zawija, w przyszłym się odwinie. Takie grubsze. I do tego Lidlowe buty. Starsza Godzilla chodzi też w Cubusach, dwie pary wychodzą taniej, więc ma tych Cubusów kilka par. Też z dziurami, ale na to już nie mam wpływu. A po śniegu pomyka w Deichmannach. I Ojciec ma PePe. Z przeceny z tego sklepu, co są po 79, no nie – męskie 10 zł więcej. Nie powiem, gdzie ten sklep. Bo się skończy źródło tanich PePe. Nie powiem i już. Do biegania do szkoły powinnam mieć Najki – Ojciec mówi, że byłoby mi wygodniej niż w Ryłkach (z przeceny). Ryłki są strasznie śliskie. Ale ja nie lubię Najków, ani Adidasów. Ani Crocsów ani tych, jak im tam –  Hunterów, po 200 zł za sztukę. Z matki żaden hunter, ani łowca okazji. A Huntery podobno trzeba pryskać sprayem do opon, też markowym, a nie do byle opon. Lepiej wtedy wyglądają. I żadna z matki w związku z tym miss kalosze, co to się męczy w gumiakach na mrozie albo w upał przy kapuśniaczku. I jeszcze Emu nie lubię. Co najwyżej w ZOO.

Nawijam przez Ericssona, teraz to już awans na Sony, ale ja mam model z czasów sprzed awansu. Na szczęście z Androidem. Noszę go w torebce Zary z imitowanej kolekcji, znaczy imitowanej skóry. Mam oldskoolową kurtką sprzed … no ma z 5 sezonów, ale jeszcze się trzyma mego grzbietu. Właściwie to jestem eko, bo nie nadużywam. I fair trade jestem, bo w Indonezji mi nowej nie muszą szyć. Za rok też ją będę miała.


Wózek prowadzę oburącz, bo skrętne koła na śniegu są kłopotliwe (a bez pomocy męża nie umiem sama ich zablokować na wprost). Pewnie model dla biegaczy byłby lepszy, ale skoro nie mam Najków, to wózek też może być, jaki jest.

Włosy mam nie od Czajki z atelier, tylko spod czapki, więc jej w szkole nie zdejmuję, bo się elektryzują i wyglądam jak… zza krzaka, nie powiem, co zza krzaka. Smoky eyes mi wychodzą, ale zawsze pod spodem, więc makijaż to jednak sobie darowuję – w zasadzie mam permanentny. Rzęsy robię, tuszem no name. No name, bo name się starło z opakowania. I puder mam z Rossmana. Za 6 zł. Serio – 6 zł. Starcza na pół roku przy moim tempie. A na rękach nie mam frenczu. W rękawiczkach nie widać, czasem sobie jednak maznę dla poprawy humoru. Z reguły krzywo, więc też można powiedzieć, że na czasie – bo mam ten, jak mu tam, popękany.

Ponadto na lunch dziś jadłam kanapkę z serem w lokalu, a jakże – no nawet takim połączonym z kuchnią, konkretnie nad kuchenką zjadłam, w ukryciu przed Godzillą. I to nie było w Ch. I nie bagietka za 35 zł kawałek. Kajzera była. Prawie jak u Kucharzy.

Nie jestem yummy mummy, ewidentnie odstaję od trendów. Nie wiem, jak ja się uchowałam i w ogóle jak ja mogę funkcjonować? Tak zwyczajnie? I jeszcze Godzille mam takie zupełnie zwyczajne. I na szczęście znajomych mam takich przeciętnych, zupełnie nie trendy.

 Podpatrzyłam sobie dziś takie yummy. I do tej pory się otrząsam – jak zresztą widzicie. A tak swoją drogą to te trendy muszą być strasznie niewygodne. Współczuje – bo jak zimno, to człowiek nie może się na cebulę po ludzku, tylko musi zgodnie z nimi. A one się robią w studiach, ogrzewanych, albo w tropikach i są nieadekwatne do warunków atmosferycznych, nie to co matka i jej Godzille.

środa, 10 października 2012

Godzille pożerają modę


Prawdopodobnie jako matka przechodzę samą siebie w nieodpowiedzialności. Godzille jak nic złapią katarki.. albo się zahartują. Na pewno, wywołuję negatywne spojrzenia innych matek i wrażliwych staruszek i własnych babć oraz generalne, powszechne wręcz oburzenie. Mała Godzilla chodzi jeszcze bez rajstopek i bez czapki! Jedna i druga, zresztą. Jedna w takiej cienkiej kurteczce i bluzie, bo nie mogę znaleźć kurtki cieplejszej (z zeszłego roku, taka, co miała być na dwa sezony, bo kupiona za duża była). Godzilla mniejsza nosi kurteczkę wiosenną, trochę już za krótką, ale nie opłaca się inwestować. Zakładam jej więc sweterek lub bluzę – to wystarcza. A jak nie bierze kurteczki, to upycham sweterek i bluzę jednocześnie, trochę ciasno, ale zawsze. Mnie się podoba, Godzilla sama się chce ubierać. I po co się szarpać? A jakoś nie mówi, że jej zimno (nie mówi w ogóle, ale wierzę, że jak będzie zupa źle doprawiona, czy jej będzie za zimno, to przemówi, bo wygląda na inteligentną). Starsza Godzilla też ma swoje fanaberie i też nie zamierzam w celu zadowolenia staruszek, pchać jej na łeb czapy. Chciała tylko rękawiczki, ale te się gdzieś zgubiły, została tylko jedna. Godzilla stwierdziła, że jedna też może być i że będzie sobie przekładała z łapy do łapy. Się dokupi albo poszuka w okolicach szkoły, w sezonie się dużo wala. Może nawet właściwa się odzyska.

Z tym ubieraniem to jakaś powszechna paranoja jest. Godzille się ruszają, jak się ruszają, to się grzeją, to po co przegrzewać? Plus 12 w słońcu, mrozu nie ma. A najgorzej to z babciami jest, jak która zobaczy, to od razu larum: „O Jezu, ty mu nerki załatwisz, a uszki mu zawieje, o jakie lodowate rączki, i nosek zimy”. Karki gorące, babcie, karki gorące. Gorący kark, Godzilla trzyma temperaturę. Kark zimny, Godzilla stygnie i wtedy trzeba ocieplić albo przegonić.
W końcu Godzilla to Godzilla, nie żaden tam delikacik, francuski piesek czy coś. Co innego kwestia elegancji. Godzille na ten temat maja swoje zdanie i twardo trzymają się wypracowanego stylu – zarówno jeśli chodzi dodatki jak i główny outfit.

Godzilla młodsza ma swoje preferencje, w szafce z ubraniami grzebie często, wybierając sobie zestawienia: spodenki od piżamy z koszulą plus skarpety brata (czasem się mylą i trafiają do niewłaściwych szafek). Do tego buty garniturowe ojca.
Godzilla starsza:
- Mamo, nie założę tego beznadziejnego golfa, jest koszmarny. Chcę moją bluzę z kapturem.
- Ale ona jest już sztywna…
- Nie szkodzi…
- Ale ja ją już do brudów wsadziłam…
- Wyjmę sobie.
- Kochanie, ale miałeś ją w stajni…
- Mamo, nie przesadzaj z tą higieną. Zapach koński dodaje mocy.
- A to jak dodaje mocy, to załóż, tylko idź ode mnie jakieś 5 metrów dalej, bo ja nie potrzebuję dodatkowej mocy.

I tak Godzilla zakłada nieco zużytą bluzę, równie zużyte spodnie – bo czyściutkie są tylko w poniedziałek rano. A dziś środa. Nie mogę prać dżinsów co chwilę, bo się prądu za dużo zużywa. A styl też powinien być eko, znowu hipsterka.