Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Uganianie się za siecią





Durska pojechała do głuszy i od dwóch dni ugania się po lesie za Internetem. To wchodzi na wzniesienia, to łapie nad jeziorem, choć trochę, tak po dwie kreski, tyle co z telefonu.
Spokoju zaznać nie może, bo żadne miejsce nie daje gwarancji pełnego transferu w tempie, do którego się dziewczyna przyzwyczaiła. Pierwsze oznaki odstawienia od sieci już są widoczne, dziewczyna, mimo kilku kaw, odczuwa drgawki. Wydzwania do koleżanek, żeby jej choć ustnie referowały, co w sieci słychać.
Żeby zadzwonić, też się Durska po wzniesieniach musi się włóczyć, bo tak z dołka, to ni chuchu.
Odcięta od świata, na mazurskiej wsi, w domku z Godzillami.

A cisza tu taka, że aż huczy.
I błoto po kolana.
Doceniam okoliczności przyrody. 
W zasadzie, gdyby nie ten Internet....

sobota, 9 marca 2013

Matka Durska – reaktywacja i piec gazowy


Godzilla też się już nieco reaktywuje. Zaraza jeszcze się nie wycofała, ale jest nadzieja, że zostanie pokonana. W każdym razie już nam się znudziła i o niej nie piszemy.

Planowałam wprawdzie, że po szpitalu napiszę Wam tu relację obszerną i szczegółową, ale jak wróciliśmy, to te 10 dni okazało się dla nas taką czarną dziurą. Nie ma co do tego wracać. Beznadzieja polskich szpitali niech zostanie w ich murach. Niewiele się tam zmienia, niezależnie od remontów i unowocześniania sprzętów. Dopóki lekarze będą zachowywać się jak udzielni książęta, dopł. ki pielęgniarki nie będą bardziej empatyczne – to te miejsca nie będą dla ludzi, a tym bardziej dla dzieci. Doceniam zmiany, oczywiście, doceniam… jestem za nie wdzięczna, ale… ciągle jest to ale. Pan ordynator z szacunkiem traktujący tylko tych, których opłaca mu się traktować lepiej, pielęgniarki, które długie godziny spędzają w pokoju socjalnym. Ciężka to praca – wiem, rozumiem. Odpowiedzialna i tak dalej. I jeszcze źle płatna. Ale… po drugiej stronie są ludzie, dzieci, często przestraszone, niepewne. A tak niewiele trzeba. I oczywiście oddaję sprawiedliwość garstce tych, którzy mieli dla nas czas, odpowiadali na pytania i nie skąpili małemu chłopcu uśmiechu. A poza tym – siedlisko absurdu, nie tylko zarazy wszelkiego autoramentu.

Tak więc z radością przybytek absurdu opuściliśmy i wczasy w SPA fundowane z ZUS-u zakończyliśmy. Pojawiła się groźba, że tam wrócimy, ale Godzilla chyba zdał sobie z tego sprawę i zawalczył. Dziś mu lepiej. Dziś już śmiało ruszył do ataku. Da radę.

W tym miejscu jeszcze tylko Wam wszystkim za wsparcie podziękujemy – miłe słowa, lajki, telefony, listy, posty i komentarze naprawdę umilały nam siedzenie w tej czarnej otchłani. Tak sobie z Godzillą siedzieliśmy i czytaliśmy z telefonu i nam było raźniej.

A teraz do rzeczy. Powrót do rzeczywistości. Rzeczywistość podczas naszej nieobecności leżała odłogiem, a teraz wymaga pilnej orki. Wydaje się, że to może być już orka na ugorze. Tona prasowania przerosła nasze oczekiwania. Koty nadal wystają z kątów. Obiadu z prawdziwego zdarzenia wraz z deserem nie widziano w domu Durskich od wielu już dni. Odbudowujemy się jednak. Reaktywacja, reanimacja, powstanie, odnowa i sprzątanie. Jutro. Dziś już mi się nie chciało. A tymczasem:

Piec gazowy zaczął piszczeć. Grozi wybuchem. Fakt, nie był czyszczony już ze dwa lata – jakoś nam umknęło. Przyjechał pan od pieca. Popatrzył. 50 zł wziął i zniknął, zapowiedział wprawdzie, że wróci, ale nie wiadomo kiedy. Dzwonię ci ja do niego po tym, jak już poszedł.
- Panie, ale ten piec piszczy.
- No piszczy, ale pani musi ustalić, co piszczy.
- Panie, no piec piszczy.
- No, ale ja tak nie zrobię, jak nie wiem, co piszczy. Pompa piszczy czy wentylator?
- Panie, przecież Pan tu był i widział… no piec piszczy, skąd ja mam wiedzieć, co w piecu.
- Pani popatrzy, czy piszczy, jak mruga zielonym światełkiem czy jak nie mruga. I czy od razu piszczy czy nie. I mi pani zadzwoni i powie.

I siedzi matka Durska pod piecem i patrzy. Nawet dokumentację filmową sporządza z tego, jak piec piszczy. Dokument o piszczącym piecu po fazie postprodukcji mogę udostępnić na festiwale filmów grozy.
 Bo jak wybuchnie i ja będę pod piecem, to się ze mnie zrobi Rozalka jak nic.

środa, 23 stycznia 2013

Dzień był taki nieoczywisty…


Szary, choć z odrobiną słońca. Doświadczenia ze śniegiem oraz Godzillami i wyprawy do szkoły skłoniły matkę do zakupu śniegowców. Jednak. Matka naiwnie myślała, że śniegowce nie są strasznie drogie. A są, ale trzeba. Wyższa konieczność i coraz wyższe zaspy.
Te zaspy się co poniektórym na głowę rzuciły. Matka doświadczyła dziś w związku z tym szeregu absurdów. Na poczcie osobnik proponował pobicie Godzilli, a inna pani jego porwanie. Luz. Na szczęście matka się nie zgodziła.

Pod szkołą jakiś buc z kolei nawrzeszczał, że matka stwarza kłopoty. Cóż, miejsca parkingowe zasypane, matka przystanęła z boku, nie blokując drogi, jak 5 innych osób na jednym pasie. Wjechanie w miejsce gwarantowało zakopanie. A tego matka nie chciała. Buc się wydarł, że powinna się zakopać, bo tak i już. Matka pokazała mu ozór.
Godzilla też.

I jeszcze jedno, zupełnie na poważnie. Internet bywa zaskakujący, jednego dnia słyszysz opowieść o dziewczynie, która walczy o życie. Opowiada osoba, z którą piszesz i której nie widziałaś na oczy, to jej bliska. Nie widziałaś, ale polubiłaś. Bardzo – jakieś wirtualne sprzężenie dusz. Pragnienie tego samego, podobna sytuacja. Też przegania dzień za dniem, w nadziei, że kolejny jednak będzie lepszy, że przyniesie rozwiązanie. Takich zupełnie zwykłych kłopotów. I nagle to. Wdziera się w myśli, każdego dnia. Myślisz o osobie, która gdzieś, w jakimś szpitalu. Nie znasz jej zupełnie. Wiesz niewiele, jakieś strzępki. Ale myślisz, myślisz. I dziś koniec.

Sieć może nie zbliża ludzi, może nasz relacje stają się płytsze. Może to prawda. Jednak, gdyby nie to, nie znałabym osoby, z którą piszę, nie przejęłabym się jej historią. Byłabym uboższa. Takie przypomnienie, że życie jest ulotne i nie warto tracić energii na złość, na śnieg, na absurd na poczcie.

A. – jesteśmy z Tobą.