sobota, 26 października 2013

Post ważny, walczący z systemem i układem



Matka niniejszym wylewa wiadro żalu i taplając się w uczynionym błocie, żąda, protestuje i prosi. W dwóch sprawach ważnych.

Sprawa numer jeden.
Szanowni Rodzice kolegów i koleżanek z klasy mego syna oraz z innych klas w ogóle,

jesteście ludźmi na poziomie – tak się przynajmniej kreujecie. Poziom zaś zobowiązuje do odpowiedzialności. A to, dalej idąc tym tokiem rozumowania – wiąże się również ze społeczną uczciwością i szacunkiem do innych. Jeśli więc wasze dziecko miało wszy, to trzeba to zgłosić do pielęgniarki i wychowawczyni. A jeśli myśleliście, że nikt nie będzie wiedział, to dzieci was wygadały. Ponieważ dzieci są uczciwe i bezpretensjonalne i na poziom się nie silą – są na poziomie i chorobę, którą wszawica jest, potraktowały normalnie.

Godzilla wszów nie dostał jeszcze. Jeszcze – to pewnie kwestia czasu. Szoruje mu łeb na zapas tymi różnymi specyfikami, nakazuję trzymanie się na odległość i zakazuję stykania się łbami z kolegami i żadnego tarzania po korytarzach i żadnych bójek i żadnej świetlicy (bo tam to-to skacze).
I tak – to jest okropne, obrzydliwe i niewiarygodne, że w XXI wieku… ale gdybyście Rodzice jednak przyjęli do wiadomości, że jest, że się zdarza i że trzeba tu działać rozsądnie, to może by NIE było.
I szlag mnie trafił.

Sprawa numer dwa.
I w tej sprawie Rodzice można by podziałać solidarnie. Zamiast o tych sześciolatkach, to o programie i lekcjach w domu.

Szanowni Nauczyciele,

Wytłumaczcie mi proszę, po co nauczyliście czytać dzieci, skoro one nie mają czasu czytać.

Czytanie w domu to nie tylko lektury szkolne (niezmienione od 50 lat, bo nieszczęsnego Kajtka na przykład pamiętają najstarsi górale). To odkrywanie książek innych, nowych, podsuniętych przez rodziców…

Ja osobiście mam już dosyć weekendów organizowanych przez lekcje Godzilli. I od razu dodam – on te lekcje odrabia sam, sam szuka, sam pisze i to trwa długo. W tym czasie my jesteśmy w domu, bo przykro zostawiać go ciągle samego, poza tym ma dopiero 8 lat, dlaczego ma sam siedzieć i odrabiać? Więc siedzimy unieruchomieni... 

Godzilla jest systematyczny i sumienny, uczy się z wyprzedzeniem. Tego go zresztą nauczyłam jeszcze w pierwszej klasie (ja bardziej niż szkoła). I nauczyłam samodzielności (ja bardziej niż szkoła). Owszem pyta mnie o różne rzeczy, ja też sprawdzam wybrane prace, bo myślę, że bez sensu, by uczył się z błędami (ja tak myślę… bardziej niż szkoła). Ale ile można? I dlaczego do diabła za każdym razem muszę go w zasadzie karać – bo nie może iść na spacer – odrabia lekcje, bo nie może poczytać swojej książki – bo odrabia lekcje, bo nie może porobić nic, odpocząć, pobawić się tyle ile chce i jak chce – bo lekcje.

Ja rozumiem, że program, że dużo, że wyniki, że dyrektorka goni. Ale weekend jest dla nas, rodziców i dzieci, a nie szkoły, lekcji i stresu. Tak rodzi się niechęć, tak nie buduje się i wzmacnia motywacji. Tak zabija się chęć do własnych poszukiwań.

Po cholerę uczyć o drzewach i liściach, kiedy nie ma czasu iść się powłóczyć po lesie, parku?
Po cholerę uczyć się liczb, kiedy nie ma czasu policzyć swoich skarbów?
I liter, kiedy nie można ich wykorzystać pisząc własny, tajny pamiętnik?

Czy w tygodniu muszą być po trzy sprawdziany, kartkówki (do kartkówek dzieci też się uczą!)? Może można by mniej – wtedy w weekend nie trzeba by powtarzać materiału?
I nie nawołuję do tego, żeby pozwalać dzieciom na lenistwo, by się w ogóle w domu nie uczyły. Prace domowe tak – ale rozsądnie, tak, by dzięki zadawanym ćwiczeniom utrwalać wiedzę, a nie UCZYĆ jej w domu.


I tyle,
Bo szlag mnie trafił.

Godzilla był dziś na koniu, wrócił szybko i pisał opowiadanie. Nie szło mu, bo był zmęczony (mali ludzie też się męczą, o dziwo), ale w końcu się udało. Opowiadanie wymyślił cudne, sprawdziłam my błędy i wskazałam miejsca do logicznych poprawek – wybrnął z tego znakomicie. Przepisywał do 21.00. Nie skończył, padł. Na jutro zostaje mu tabliczka mnożenia (znowu do powtórek, angielski, i nauka do dyktanda w tym tygodniu).

I nie, nie jest tępy, nie odwala roboty, podchodzi do wszystkiego bardzo sumiennie, ale na to potrzeba czasu.

I to nie jest problem sześciolatków w szkołach, szkoły są dostosowane do sześciolatków. To jest problem durnego programu, kretyńskich wymogów i braku szkoleń dla nauczycieli i to trzeba by poprawić. Ale referendum drodzy rodzice tego nie rozwiąże. Nie tędy droga.

A teraz Durska z właściwym sobie urokiem i humorem trzaśnie klapą od kompa i uda się na spoczynek.

Chociaż mi się nie spieszy, bo stary chory chrapie, Godzilla młodsza zaraz przylezie, też chora wszak. Ja to mam. Nawet w łóżku pod górkę.

(Musiałam ponarzekać, po prostu musiałam). Gorzej niż Macierewicz i Kaczyński, tak po systemie dałam, że hej...

23 komentarze:

  1. I własnie tego się boję, jak Młoda za chwile do szkoły pójdzie. Nieumiarkowania w zadawaniu tych cholernych zadań... :/

    OdpowiedzUsuń
  2. w pełni Cie popieram. Mam wrażenie , że moja córka ciągle odrabia lekcje. Bo sprawdzian, bo trzeba czytankę powtórzyć, bo modlitwę trzeba zaliczyć, bo napisać wiersz. Wysiadam. A co do programu nauczania. Nie wiem z jakich książek korzysta Twoje dziecko, ale moja córka ma tak niesamowite zadania ( bardzo trudne - uważam) , że czasami siedzimy w trójkę i myślimy nad zadaniem. Bo chodzi o to , że pytania i zadania są tak skonstruowane , że ciężko od razu wpaść na rozwiązanie ( bo ja mam zawsze dużo pytań ale?) ( chyba dziwna jestem). A może nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani troche, tez czasami nie mozemy dojsc, o co autorowi zadani chodzi.. Debilizm na debilizmie przeczacy logice i zdrowemu rozsadkowi..

      Usuń
    2. I jeszcze klucz odpowiedzi -(np na maturze) w który trzeba się wstrzelić! coś 'ala czytanie w myślach układającego test! i nie można skusić się na własną interpretację, bo jak się w klucz nie trafi to co? A kiedyś było normalnie, bez gimnazjum, z szacunkiem do ucznia i nauczyciela, powoli, ciekawie...Oj już uciekam (nie gderam), bo to temat drażliwy i "rzeka" dla mnie ... Współczuję naszym dzieciom takich czasów, Niby jest wszystko, ale jakoś za dużo i byle jak

      Usuń
  3. Niestety fakt i zgroza, ale takie pomyslowe mamy ministerstwo. Jasne nauczyciel może nie zadać, może nie zrobić kartkówki - ale jak dziecko nie przyswoi a potem cholera nie ma czasu wrócić do materiału to na egzaminie potem będzie-co ten nauczyciel robił z dziećmi że tego nie ogarnęła. I mnie szlag trafia bo mojemu niespełna 5 latkowi każą pisać trudne szlaczki - a mu nie idzie jeszcze bo ma prawo nie iść ,tylko " tam na górze" ktoś oczadział. A w szkole wierzcie mi, że materiał jest przeladowany do granic nie możliwości. Nierealne aż się zawodu odechciewa- a uwielbiałam to co robiłam....przed reformą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo uczy sie pod testy.. A to nie nauka myslenia i szukania rozwiazan. Mialam studentow uczacych sie pod testy do nowej matury. Masakra i odmozdzenie...

      Usuń
    2. Bo osły wymyśliły testy. I nie "pozwalają " uczyć doswiadczalnie - bo czasu brak, bo materiał, program, bo goni, bo potem testy trzeba zaliczyć. Głupota, ale jak z tym walczyć? Maluczkich nauczycieli nikt nie słucha, nawet rodziców nikt nie słucha (czyt. Reforma 6- latków)

      Usuń
  4. Podsuń link Zawadzkiej, niech ona się do tego ustosunkuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie-zadanie dostajemy też my,bo trzeba z nią usiąść-i tak mija dwie godziny-druga klasa.Weekend też zaplanowany przez zadanie domowe :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale co to znaczy, że syn uczy się z wyprzedzeniem? Uczy się tego, czego jeszcze nie było na lekcjach? Po co? Może lepiej dać szansę szkole, a w domu tylko utrwalać, ewentualnie wyjaśnić to, czego dobrze nie zrozumiał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczy sie z wyprzedzeniem, nie na ostatnia chwile. Ma zapowiedziane dyktando na za tydz, to powtarza systematycznie, codzienne po trochu, a nie na raz. Lekture czyta od razu, a nie 2 dni przed terminem. Nie robi nic na zapas..

      Usuń
  7. elegancko to ujęłaś - właśnie dlatego cieszę się, że moje dzieci raczej nie będą chodziły do szkoły w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pietrucha w ten weekend odrabiał lekcje z półtorej godziny. Ale u nas na razie nie ma tragedii, w tygodniu zwykle 15-20 minut. Ale jak słyszę o szkole obok to sześciolatki w pierwszej klasie siedzą przy pracach domowych i po półtorej godziny dzień w dzień. A oni przecież chodzą wcześnie spać ...

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja sie odniose do problemu wszy. z perspektywy berlina, gdzie moje dzieci do przedszkola uczeszczaja. i gdzie na samym poczatku, dostalam kartke z roznymi informacjami- zasadami na codzien. jest tam min. podpunkt choroby i co w razie czego robic, typu katar, dziecko moze przyjsc, goraczka, dziecko zostawic w domu, choroba zakazna, dziecko moze wrocic z atestem od lekarza,itp i wreszccie: WSZY:normalna przypadlosc, nie ma nic wspolnego z kwestia higieny w domu rodzinnym !!! ludzka rzecz, mozna zlapac wszedzie, nie ma co sie wstydzic! nalezy zglosic, przeprowadzic kuracje (de facto juz po jednokrotnym uzyciu preparatu z apteki paskudztwo jest pogromione) i nastepnego dnia dziecko moze wrocic do przedszkola. Jak tylko ktos zamelduje problem, na drzwiach pojawia sie kartka: wir haben wieder läuse! mnie osobiscie za kazdym razem skreca, jak to widze, ale wole wiedziec, zeby moc profilaktycznie cos zastosowac, zanim sie robactwo na dobre rozpleni. ale w polsce chyba wciaz zaduzo wstydu wokol tematu i stygmatyzacji- dlatego rodzice nie zglaszaja...
    pozdrawiam. Marta D-L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bym wolała wiedzieć... ech dulszczyzna..

      Usuń
  10. Ja pamiętam, że u mnie w podstawówce była jedna (!!!) nauczycielka (od matmy chyba), która nic nie zadawała na weekend, mówiła, że w weekend się odpoczywa. Dlaczego by tego nie stosować i teraz? Jak ja patrze na mojego brata w gimnazjum to ma zadane tyle do domu, że powinien jeszcze połowę tego czasu, co w szkole to w domu nad książkami spędzić. A że on ma milion ważniejszych spraw oraz mu się zwyczajnie nie chce to wygląda to tak, że poświęca na naukę może godzinę dziennie, a to patrząc na to ile powinien to jest nic.

    OdpowiedzUsuń
  11. "uczyć się do dyktanda..."??? kompletnie nie rozumiem... ja i moje dzieci uczymy się ortografii poprzez czytanie tego, co sprawia nam przyjemność, a nie wbijanie reguł ortograficznych... dramat.

    OdpowiedzUsuń
  12. Prawda! Moi chodzą do 3 i 6 klasy. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, czy ta się przewalczyć system. Dopóki dzieci będą przechodziły z klasy do klasy na podstawie osiągnięć (tzw. 'zdawanie') to nauczyciele będą cisnąć, bo będą musieli mieć jakiś wymierny mechanizm weryfikacji.
    W Anglii dzieci przechodzą do następnej klasy ze względu na wiek i choć możnaby tu długo dyskutować, weryfikacja osiągnięć odbywa sie w oparciu o obserwacje nauczyciela i testy, które nie są psychicznie obciążające. Dzieci też nie muszą się do nich przygotowywać, jako ze celem owych testów jest sprawdzenie wiedzy i późniejsze dostosowanie materiału do poziomu ucznia, a nie zdobycie oceny.
    A Twoje postulaty ... jak najbardziej logiczne.
    Jeśli chodzi o wszy, to pewnie już czytałaś (na facebooku lub blogu) jak to wygląda w Anglii - totalna ignorancja, bo 'przecież wszyscy to mają'.
    Na pocieszenie ci powiem, że chłopcy łapią wszy dużo oporniej (moi nie mieli, mimo iż jeden z nich spał łóżko w łóżko z zawszawioną panienką :)))

    OdpowiedzUsuń

  14. Ponarzekać każdy lubi :) Byleby nie za często :)

    OdpowiedzUsuń

Wystąpił błąd w tym gadżecie.