niedziela, 3 listopada 2013

Matka jak czołg





Matka politolog czuje na sobie ciężar większy niż matki z innym wykształceniem. Może nie większy, ale szczególny gatunkowo. Matka lekarz, matka prawnik bądź matka mechanik też na pewno realizują specjalną misję wychowawczo-edukacyjną na dzieciach, każda misja w swoim rodzaju i każda też ciężka – tu oddaję sprawiedliwość.

Matka politolog poczuła swoją misję już od poczęcia i jeszcze od zarodka w zasadzie chowa swoje dzieci na światłych obywateli, dbając o to, by świadomość społeczna oraz związana z nią podmiotowość polityczna jej pociech osiągnęła jak najszybciej poziom maksymalny. Do tego matka chowa na obywateli odpowiedzialnych, wrażliwych i sumiennych. Realizuję też hasła sprawiedliwości społecznej oraz równości i różnorodności, przekazując rozmaite demokratyczne wartości w wychowawczym pakiecie. Kupuję znaczy po jednej sztuce zabawki i każę się nią sprawiedliwie dzielić, następnie ze spokojem patrzę, jak towarzystwo się tłucze, a ja w tym czasie rekwiruję zabawkę i jak towarzystwo dochodzi do konsensusu, oddaję. Czasem leje się krew, ale przecież nikt nie mówił, że politykę da się bez rozlewu. Dziś na przykład starszy oberwał w nos od młodszego. No, ale – popatrzcie na Stany Zjednoczone, też zimny i krwawy policjant, czyż więc nie jestem usprawiedliwiona? W każdym razie policjant to ciągle w miarę skuteczny i narzucający swoje rozwiązania, w miarę demokratyczne (tak, wiele można zarzucić), ale któż jest bez winy. Ja też aniołem nie jestem.

Biedactwa moje, Godzille konkretnie, w kołysce zamiast bajek słuchały opowiastek o Platonie, względnie Maxem Weberem były katowane – w zależności od prowadzonych przez matkę zajęć. Matka już wprawdzie nie prowadzi nauczania akademickiego, gdyż uczelni zabrakło studentów, jednak jej poczucie misji nie zostało tym faktem osłabione.
W zasadzie nawet widać już pewne efekty tego nieustannego kształcenia sprawowanego na Godzillach (metodami z grubsza demokratycznymi). Ba, brak studentów pozwala matce jeszcze lepiej i pełniej realizować program akademicki politologii praktycznej na własnym stadzie hodowlanym.

W przedszkolu Godzilla młodsza jest jednym z bardziej socjalnych dzieci. Wprawdzie stosuje mało demokratyczne metody sprawowania władzy, władzę sprawuje skutecznie. Podobno zarządza kącikiem z kuchenką – tak przynajmniej twierdzi. Wiadomo, że najlepsze imprezy to w kuchni…

Godzilla starsza zaś zaczyna rozumieć procesy (każdy politolog wie, że jak już się procesy kmini, to już wyższy stopień wtajemniczenia, znaczy instytucję i myśl polityczną się już zdało), na razie w ramach małej grupy społecznej, jaką jest klasa, ale zawsze to już coś.

- Mamo, ten jeden kolega, ten no wiesz który, strasznie kłamie i udaje, i zawsze my za niego dostajemy. To niesprawiedliwe. My się nie będziemy z nim bawić, bo on do tego jest strasznie męczący i wtrąca się do każdej naszej rozmowy i przeszkadza w każdej zabawie, a przecież nie każdy z każdym musi się lubić bawić. Tylko jego tata ciągle przychodzi do pani i pani go strasznie broni, tego kolegę znaczy broni. On zaczyna, a wiesz, potem oszukuje i wychodzi na to, że to on jest poszkodowany. A to nieprawda. On się nie chce z nami normalnie bawić. Najlepiej w ogóle z dala od niego się trzymać będziemy.

Tak, korupcja, włazidupstwo, fałsz oraz manipulacja powinny być izolowane. Godzilla zachowuje prawidłowy dystans do zjawisk nagannych i społecznie szkodliwych.

Co ja na to? Cóż, postanowiłam już nie namawiać, nie prosić. W zeszłym roku wychowawczyni prosiła, by przekonać niektórych chłopców, żeby owym kolegą się zajęli i potraktowali go inaczej. Godzilla próbował, mimo że narażał się pozostałym chłopakom (jak to w grupie bywa). Szybko przestał. Dlaczego? Bo ów kolega zamiast zachowywać się normalnie i skorzystać z pomocy, z dobrej okazji, by wejść do grupy inaczej, nadal kłamał, nadal się narzucał. Moim zdaniem więc to postawa słuszna społecznie. Skoro się nie da, należy izolować. Brutalne, bo chodzi o relacje w klasie? Nie, gdyż potem (TU SIĘ NARAŻAM) taki smród ciągnie się całe życie, na wszystkich szczeblach.

Bo człowiek, który nie potrafi zaakceptować reguł społecznych już od małego, nie nauczy się ich akceptować później. Duża w tym rola rodziców, to oni mają dać przykład, jak w stadzie żyć się powinno. W tym wypadku niestety rodzice uważają inaczej, że to stado ma się podporządkować ich dziecku w imię fałszywie pojętej ochrony, szklanego klosza czy jak to zwać. Rodzice manipulują – nie pytajcie o szczegóły. Wiem i wiem, że dobrze wiem. Wymuszają, straszą, szantażują – bo nieuzasadnione pretensje do wychowawcy podczas wywiadówki to rodzaj szantażu i wymuszenia. I co ma zrobić nauczycielka w takiej sytuacji? Narazić się dyrekcji czy poddać krzykaczom? Patowa sytuacja.


A teraz wejdźmy na ten wyższy poziom. Zobaczcie, co wydarzyło się w PO. No tak, jak w życiu, normalnie jak w klasie.

Grupy i grupki w większym społecznym organizmie, ustawianie się wobec liderów, ścieranie interesów to normalne procesy. Ale korupcja, przekupstwo, próby nieeleganckiego rozgrywania interesów z obejściem norm społecznych – na skróty powinny być izolowane i eliminowane. Tylko, że – tak jak w klasie… to się nie wszystkim opłaca, to nie jest łatwe, to jest wręcz bardzo złożone i wymaga zrozumieniu wielu nakładających się na siebie czynników. Wymaga też odwagi narażenia się jak nie jednym to drugim. Wymaga ryzyka, bo uczciwość jest w dzisiejszych czasach ryzykowna i może skutkować brakiem głosów – tu i ówdzie.

I weź tu człowieku bądź mądry. Weź tu wychowuj dziecko.


PS. Powyższa paralela to takie sobie luźne dywagacje, inspiracje nad kubkiem herbaty. Proszę nic mi nie zarzucać, ja wiem, jak jest, ale piszę ot tak. Tak i już – korzystając z demokratycznego prawa do wydawania sądów i posiadania własnego zdania. Nie chcę też powiedzieć, że posłowie PO są źle wychowani, że za mało w ich procesie edukacyjno- wychowawczym było politologii… a może cholera chcę to powiedzieć? Z choinek się przecież nie urwali, a złe wzorce z powietrza się nie biorą.

Tak, takie Rzeczypospolite, jak młodzieży chowanie. Będę Godzille nadal uświadamiać. Dzienniki niech oglądają, a nie Ben Tena i kucyki Pony, gdyż cel uświęca. O żesz, Machiavelli.

1 komentarz:

  1. Zapraszam na mojego początkującego bloga o fotografii: http://adrian-fotoblog.blogspot.com jeśli ci się spodoba możesz zostawić komentarz lub dodać do obserwowanych.

    OdpowiedzUsuń

Wystąpił błąd w tym gadżecie.