Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TVN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TVN. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2014

Durska pijąc do Radomskiej - ma wątpliwość zasadniczą



Przeczytałam u Radomskiej tekst. Tak, zgadzam się z tym, bierność w każdej życiowej sytuacji nie jest dobra. Trwanie w sytuacji absurdalnej niemożności bywa powodem frustracji, która w końcu wybucha. Tak jak w przypadku protestujących rodziców na korytarzu sejmowym.

Ten wybuch nic nie da. Poza kolejnymi frustracjami. Nie oszukujmy się, nie ma dużej różnicy między 1000 a 1200 czy 1300 a 1600. Ta nadwyżka zostanie błyskawicznie skonsumowana, wystarczy, że gaz zdrożeje, benzyna, leki, czynsze. Ten protest to daremny wysiłek, bo nie spowoduje zmian w systemie, tylko doraźne łatanie dziury, byście się rodzice zwyczajnie zamknęli. Jesteście newsem chwilowo, ale tylko do czasu, póki nie będzie większego newsa, póki ktoś inny nie krzyknie głośniej albo gdzie indziej nie rozleje się mleko. I nie poplami wizerunku.

Drodzy Rodzice, ten protest nie ma sensu. Niepotrzebnie męczycie się na tych korytarzach, szarpiecie dzieci, bo to co zyskaliście na dobrą sprawę jest małą kroplą w morzu waszych potrzeb i zupełnie nie tędy droga. Trafiliście też na zły moment (nie tak jak Matki I kwartału, one wyczuły lepiej). A tu nie dość, że Ukraina, to początek kampanii. Trafiliście na frustrację premiera. Czy on ustąpi w całej sprawie bardziej? Wątpię, a nawet jeśli, to znowu – nic to nie da. 

Żebyście mieli korzyści ze swojego protestu, trzeba by przeprowadzić w końcu kilka trudnych reform. Trzeba by odebrać niesłusznie przyznane i kompletnie już nieadekwatne przywileje wielu grupom społecznym. Ale jak się tego nie zrobiło na starcie, to na finiszu kadencji nie ma szans.
I tak będziemy trwać w absurdzie. I tak wy będziecie się z nim męczyć, codziennie, nie odchodząc od łóżek swoich dzieci, non stop, nieustannie. Od drzwi do drzwi. Aż znowu wam się uleje i przyjedziecie do Sejmu. Jak się da poprzesuwać, to znowu kapnie wam jaka stówa więcej. Błędne koło. 

I w tym miejscu Durska przerwie wywód, by wprowadzić drugi wątek:
Komentowałam w niedzielę do Czarno na białym spotkanie premiera z rodzicami. Pytania redaktorów dotyczyły mowy ciała szefa rządu i nie mogłam pozbyć się wrażenia, że z góry założono tezę. Taką, która się dobrze sprzeda – co istotne.
- Czy pani może powiedzieć, że premier kłamie na tym spotkaniu.
- Nie.
- No ale przecież jego gesty mogą o tym świadczyć.
- Nie. Nie można wybrać jednego gestu i na tej podstawie udowodnić, że ktoś kłamie lub nie. Podczas spotkania premier jest zmęczony i zdenerwowany. Próba racjonalnego tłumaczenia swojego stanowiska spełza na niczym wobec ściany emocji i płaczu ludzi niesamowicie sfrustrowanych. Spotkanie nie było korzystne dla żadnej ze stron. Korytarz sejmowy wypełniony dziennikarzami i postronnymi osobami w rodzaju Mularczyka nie sprzyja negocjacjom. Być może ci ludzie osiągnęliby więcej, gdyby nie próbowali grać zero-jedynkowo. Być może… oczywiście tu nie ma pewników, to nie matematyka. Premier nie kłamie, z próżnego nie naleje, musi poprzesuwać. Mówi, co może zrobić w tej sytuacji. Prawdopodobnie wie, czego nie zrobił przez okres całej swojej kadencji.
- No ale on się wywyższa!
- W żadnym wypadku. To nie jest Ziutek spod ósemki. To jest premier dużego państwa, facet, który ma nas wszystkich dla głowie. Jego gesty nie świadczą o wywyższaniu się. Co najwyżej o wyjątkowo niewygodnych krzesłach i nienaturalnym wycięciu sylwetki. Chciał być frontem do wszystkich, a i tak miał sporo osób „za plecami”.
- No to na pewno to wydarzenie nie pomoże mu w jego strategii.
- Strategii? Jakiej? Wyborczej? Pewnie nie. Sprawa będzie rozdmuchana przez media do bólu. W strategii rządzenia? To nie jedyny problem, który z braku takowej strategii, nie został rozwiązany.
- No ale może któreś gesty świadczą, że premier nie słucha.
- Premier słucha i ręce mu opadają. On teraz więcej naprawdę nie może dać. Próbuje poza tym znaleźć pozycję, która pozwoli mu jakkolwiek zachować się wobec ściany emocji. To nie jest łatwe.

No i nie udało się. Durska nie pojechała po premierze według sugestii w pytaniach. Premier nie kłamał, nie wywyższał się. Próbował racjonalnie rozmawiać z grupą sfrustrowanych rodziców. Ci zresztą – gdyby tak się dokładnie przyjrzeć, też mają kilka błędów wizerunkowych na koncie. Umalowane paznokcie, tona biżuterii, ironiczne uśmiechy i brak spójności w samej grupie. Źle rozegrane. Umówili by się na spokojnie na spotkanie w gabinecie, a nie na korytarzu po tym proteście, może wyglądałoby to lepiej. Ale chcieli, żeby to premier się wystawił. Chcieli postawić go pod ścianą. To nie jest dobry pomysł, rzadko kiedy działa w negocjacjach. Rodzicom jednak nikt nie doradzał, skąd oni mogli wiedzieć. Biżuty baby powyciągały, przecież w Sejmie są. 

Wracając jednak do wątku głównego. Skąd mi się tu ten TVN wziął i dlaczego o tym piszę. Otóż gdyby media szanowne, elektroniczne również (bo w tradycyjnych było ciut lepiej), nie chciały za wszelką cenę sprzedać newsa i pokusiły się jednak o głębszą analizę problemu, a nie gestów, to może w tej i wielu podobnych sytuacjach w końcu by coś zaświtało we łbach polityków.
Bo oni teraz ZAMIAST rozwiązywać problem i produkować mądrzejsze ustawy, ćwiczą gesty przed lustrem… Wybory idą, co mają robić? Przecież do cholery w każdej sytuacji trzeba dobrze wypaść.

czwartek, 30 maja 2013

Czai się coś. Antyklerykał we mnie siedzi.





Wisi w powietrzu. Nadchodzi, najpierw powoli, potem coraz śmielej. Najpierw delikatnie i nieśmiało, drobne sygnały, których niewprawne oko nie dostrzega, a potem wręcz bezczelnie. Dynamicznie, odważnie. Nie, nie burza! Cholerny bałagan!

Dam sobie głowę uciąć, że jeszcze w niedzielę go nie było. A dziś co? Czwartek i on od rana tak się rozlazł, że nie było już innej możliwości – Matka Durska mimo święta sprzątała. Bezbożnica jedna, heretyczka paskudna. Okna otwarte, a ta odkurzaczem jeździ. Nawet na korytarzu ogarnęła. I narzutkę wytrzepała. Dwa prania zrobiła i bezwstydnie powiesiła na tarasie. A żeby tak lunęło. Nie zważając na nabożne śpiewy płynące z okolicy, jęła ustawiać Godzille do pionu. Odkrywszy bowiem skarpetę w roli zakładki do książki, uległa trafieniu przez szlag. I święty dzień diabli wzięli. Trzeba było posprzątać, by przejść. Bez procesji wprawdzie i nabożeństwa – przejść do kuchni. Poruszać się po prostu. Czasami trzeba. Raz na tydzień albo częściej. Mistycyzm powtarzalnych czynności staje się matki bogiem. Ze szmatą w dłoni oddaje się rytuałom, kapłanka domowej czystości.

No to sobie teraz matka pofolgowała. Ale musiała – bo jak się sama nie doceni, to nikt nie doceni. Jutro i tak znowu będzie bałagan. A teraz posiedzę na piedestale własnej próżności i podyndam nogami. Czysto, jest czysto…

A święto świętem – matka włączyła wieczorem TVN w celu wysłuchania relacji z przebiegów. I też ją szlagiem trafiło – biskupi rodem ze średniowiecza, co jeden to światlejszy. To jest jednak przerażające. Wręcz wbrew naturze – to co mówią jest wbrew naturze – naturze normalnego, współczesnego człowieka. Dlatego wolę sprzątać w swojej własnej domowej świątyni. Durska domestic goddess idzie na procesję do lodówki, bo czas na lody!


PS. Powyższe poglądy są antyklerykalne, wiara sobie, ludzie sobie, matka widzi różnicę, tradycję szanuje, pozostanie przy swoim, nikomu nie wadząc.
A tak w ogóle – z obserwacji matki (jak trzepała, widziała) – tłumów nie było, za to bardzo liczna pielgrzymka szła do okolicznego lasu – na rowerach, nie wystrojeni. Ale róbcie tak dalej klerycy, róbcie – las wytrzyma tłumy, spokojnie.