sobota, 6 października 2012

Godzille pożerają leniwą sobotę


Konkurs. Która wersja została zrealizowana? Wybierz prawidłową odpowiedź i wyślij do nas z wyrazami uznania bądź współczucia, w zależności od wybranej wersji. Nagrodą niepowtarzalna możliwość spędzenia dwóch godzin w towarzystwie mądrych, inteligentnych i żywo usposobionych Godzilli, w terminie dogodnym dla zwycięzcy.

A. Sobota – wstajemy bez pospiechu około 8.00. (Nawet w pół do 9.00). Wypoczęci. Przygotowujemy wspólnie poranny posiłek. Godzille radośnie plączą nam się między nogami. Zapach kawy unosi się w powietrzu. Po śniadaniu szybko sprzątamy mieszkanie – takie rutynowe czynności są konieczne – również ze względu na to, by dzieci wdrażały się w domowe obowiązki. Tym bardziej, że to chłopcy, przecież kiedyś będą pomagali swoim partnerkom. Robota idzie jak z płatka – gdzie 8 rąk, tam nie ma bałaganu. Potem wybieramy się na zakupy i spacer. Piękna pogoda. Godzille są tak grzeczne, że decydujemy się na wizytę w księgarni. Dostają drobne upominki, za które są nam niezwykle wdzięczne. Po powrocie do domu, czytają swoje książeczki, a my spokojnie przygotowujemy obiad z produktów, które przynieśliśmy. Wspólnie robimy deser. Popołudnie spędzamy na grach z dziećmi, a wieczorem, po kolacji i kąpieli pociech, mamy czas dla siebie. Oglądamy filmy, dyskutujemy i planujemy równie piękną niedzielę.  

B. Sobota – o piątej rano starsza Godzilla idzie do łazienki, stawiając wszystkich na nogi, bo trzaska klapą i nie myje rąk, więc trzeba ją upomnieć. O 5.30 młodsza Godzilla postanawia się włączyć do życia. Robi to bez żadnej rozgrzewki, po prostu po nas skacze, domagając się głośno mleka i bajki. Tłumaczenie, że Mini Mini jest od 6.00 nic nie daje. Puszczamy Baranka Shauna. Po 5 minutach przyłazi starsze. My zepchnięci na brzegi własnego łóżka, próbujemy się oszukiwać, że jeszcze się da urwać trochę drzemki. Starsza robi się głodna, żąda śniadania. Ja udaję, że nie słyszę. Godzille wrzeszczą więc mężowi do ucha, że „ama i głodny”. Ja zapobiegliwie nakryłam łeb poduszką. Śniadanie – najpierw zatkać gęby gadom, w międzyczasie nie przypalić kawy i łapać Godzille zanim znowu zrobią Armagedon w naszym łóżku. Śniadanie do łóżka jest stałą praktyką w tym domu, tylko dlaczego zawsze jest to nasze łóżko i nie nasze śniadanie? Potem próbujemy zmusić Godzille do sprzątania bałaganu, grożąc, że jak nie sprzątną, to nie dostaną obiadu, nie wyjdą na spacer i rozstawimy je po kątach. Godzille zasiadają więc ochoczo do oglądania Ciekawskiego Georga, tłumacząc pokrętnie, że wybiorą zabawki sprzed telewizora. Ja w tym czasie macham ścierą po całości, a mąż zajmuje się aprowizacją (zdrowe produkty z bazaru przynosi). Godzille nudzą się bajkami, więc przenoszą się gdzie indziej, żebym mogła skończyć sprzątanie przed telewizorem. Jak ja sprzątam tam, to one robią burdel w miejscu, gdzie już posprzątałam. Schemat powtarza się do czasu, kiedy nie zasugeruję im stanowczym i donośnym tonem, by się opanowały. Jedziemy do sklepu. Chciałam sobie w empiku notes kupić, więc tam się zatrzymujemy. Godzille wpadają jak opętane między  półki, ściągając co droższe rzeczy i krzycząc: „ja to chce, ja to chcę, to moje”. Łapiemy i żeby się uspokoiły oferujemy kupno po jednej książeczce. Wychodzimy z sześcioma książeczkami, płytą i grą. Bez notesu. Obejdę się. Zakupy spożywcze realizowane w supermarkecie wyglądają podobnie. Po powrocie do domu, przygotowanie posiłku odbywa się przy użyciu zapasów dostarczonych dzień wcześniej zapobiegliwie przez babcię. Z głodu byśmy pozdychali inaczej. Godzille obiad urozmaicają sobie marudzeniem i rozmazywaniem ziemniaczków po stole. Po obiedzie konieczne jest powtórne sprzątanie i nie ma już czasu na nic, do wieczora. Kąpiel powoduje zalanie łazienki, a łapanie golasów, które wybiegają z wanny trwa na tyle długo, że odechciewa nam się robić im kolację. Informujemy więc, że w związku ze złym zachowaniem, nie dostaną już nic. Wyraźnie jest im to na rękę, drą książeczki, te z empiku. Proponujemy, by się położyły spać, te patrzą na nas z pobłażaniem. Sobota jeszcze długo się nie skończy…
Godzille konsumują ją w całości. Dla matki nie zostaje nic. Zatyrana działa siłą rozpędu. Ojciec gdzieś się między tym wszystkim plącze. A Godzille jak gdyby nigdy nic.

Im wszystko jedno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wystąpił błąd w tym gadżecie.