Dobrze, jestem, piszę, choć ostatnio mi się nie chciało. Blog
to jednak upierdliwa sprawa, wymagająca aktywności, a jak człowiek i tak siedzi
w sieci, to już czasami taki blog pływa mu bokiem. Ekspresja pływać bokiem jest wymyślona przeze mnie
w miejsce zwisa i powiewa. Nudzi się, nie chce się, ale czasem pojawia się ale,
które zmusza do.
No to ale. Pomna swych obowiązków, piszę.
Taka scena: miejsce w stolicy, tuż przy ruchliwej ulicy na
Mokotowie. Znane miejsce z dobrego mięcha w bułach. Bywało tu już gościem, więc nie będę się zanurzać. Zresztą rzecz wydarzyć się mogła wszędzie, to nic nie
zmienia, że to Burger Bar.
Podjeżdża wypasione BMW, nie ma gdzie stanąć, to staje na
jedynym wolnym miejscu. W końcu wolne, nieważne, że brama, że zakaz. Ważne że właściciel
wypasieńca chce kotleta. A tam się po kotlety czeka długo.
Właściciel znika. Obok auta drepcze staruszka. Tak, nieco
zapyziała, zapewne niezbyt pachnąca i raczej zdziwaczała, ze starym chorym
psem, z siateczką z zakupami. Mruczy pod nosem, wyraźnie nie wie, co zrobić. Wpuszcza
psa za bramę, a sama z trudem idzie do baru.
- Przepraszam, ktoś zastawił bramę, ja czekam na kogoś, nie
wjedzie…
Cisza, znaczy nikt nie reaguje. Wzruszają ramionami.
- Przepraszam, kto jest właścicielem tego czarnego
samochodu? Tu jest zakaz…
Cisza. Po 20 minutach jej dreptania usłyszał ją kelner
(rzeczywiście zabiegany, nie mógł jej wcześniej słyszeć). Huknął:
- Czyj to samochód? Proszę przestawić!
Pomogło, natychmiast znalazł się leming, niepyszny pobiegł przeparkować.
Staruszka poczłapała do domu.
10 minut później bramę zastawił kolejny spragniony kotleta
warszawiak: model BMW – większy, szyja znacznie krótsza.
I jaki z tego wniosek? Że chamstwo zawsze wypływa? Że się od
tego uwolnić nie da? Że społeczeństwo chore? Że Polacy to buraki?
Nie, wystarczyłoby, gdyby znany warszawski bar w tym miejscu
postawił skrzynkę, słupek, coś, co łatwo
przestawić jakby co, bo z chamstwem naprawdę można szybko i skutecznie. Inteligentny
człowiek nie ma z tym kłopotu.
Skrzynką w leminga. No, w leminga chama. I w hipstera chama
i w słoika chama. Przecie nie ruszy dupy, żeby wysiąść i przestawić. A ktoś,
kto będzie chciał wjechać, zapewne jednak tak – gdyż brama nie była na pilota.
Żeby to się wszędzie tak dało….