Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 kwietnia 2013

Deszczowy z odrobiną czekolady





Nie, matka nie jest w nastroju poetyckim. Nic z tych rzeczy. Poetycka matka nie bywa. Matka jest do bólu prozą. Ciężką, konkretną, bez metafor i podobnych literackich zabiegów. Matka pragnie kawałka czekolady, ale jeszcze bardziej pragnie czegoś konkretnego, nieokreślonego, byleby było dobre. Coś się matce w organizmie skończyło, moc spada. A ta jak wiadomo, musi zachować poziom (moc, poziom matki bez zmian). Matka musi wytaszczyć śpiącego młodszego do samochodu, wtaszczyć go do szkoły, by zabrać starszego i jego plecak, a następnie wtaszczyć to z powrotem do auta i z auta do domu. Na czekoladzie samej nie utaszczę. Mięcha poproszę, zwłaszcza, że deszcz pada. A Godzilla tak zdechły, iż małe szanse, że się obudzi, by mi oszczędzić taszczenia.
Czekoladkę to sobie taka matka na deser może wsunąć, ale taszczenie wymaga krwi i mięcha. Nie, krwisty befsztyk nie przejdzie, ale wysmażonym nie pogardzę.
Lecę, mam być w szkole o 16.00. Tak mnie naszło po prostu… nie mam ani mięcha, ani czekolady, to sobie przynajmniej o tym popiszę. Zawszeć jaki literacki substytut… i tak o to literatura trzyma nas przy życiu. Czytajcie Matkę Durską, względnie książki. A najlepiej jedno i drugie. Dobra, idę, bo nie zdążę.

wtorek, 15 stycznia 2013

15 minut z głowy


Matki głowy – wyjęte 15 minut. Tak, żebyście mieli pełen obraz. Wczoraj można było bowiem matkę zwizualizować po markach, dziś życie wewnętrzne.

Jeszcze tylko podłogi. Cholera, znowu narozlewane. Gdzie włazisz cholero! Jesu… już nie mogę. Jeść mi się chce. Gdzie ta czekolada? Kurde, nie. No zeżarł. Nie wytrzymam. Kawa… a może Herbarta, zawsze zdrowiej. Zęby mam żółte. Za dużo kawy. Ale herbata też brudzi. Jesu, w co ja się jutro ubiorę. Na luzie chyba. Ale jak ja na obcasie pójdę? Może samochód wezmę. Ale gdzie ja tam postawię. Tam równoległe chyba tylko. Może tylko do metra dojechać? Nie, bez sensu, bo przy metrze też nie ma gdzie stanąć. Albo tak, dojadę do metra. No, skończone. To teraz do pracy. Ta, jakby mycie podłóg nie było pracą, kurde. Wyrobnica. Nie, nie mów, że jesteś głodny?! Nie, teraz nie jemy – no sorki stary, mamusia też musi odzipnąć. Gdzieś tu była taka dłuższa bajka, poczekaj… albo dam ci lego brata, nie pokapuje się i tak ma tu burdel. No… A co na Fejsie? O Jesu, jak mnie to denerwuje. Nie wiem, po czym im tak rośnie. Cholera. Cholera, cholera – jestem zazdrosna, jestem, musimy być lepsze… No dobra, Durska, skup się. Jutro musisz coś mądrego powiedzieć*. Jesu, jak mi się chce spać. No dobra, kawa. O, mam te ciastka. Ale niedobre. No trudno. Lepsze to niż nic. Muszę pamiętać, żeby za muzykę zapłacić. Dobra, siadam i myślę na jutro. Co ja mam im tam powiedzieć? Co by tu przeczytać? Nie włączaj czatu, nie włączaj czatu, Durska uspokój się. Czekolada by się przydała, bez magnezu, to się trudno myśli. Właściwie to przeczytam kawałek z Billiga i styknie. Tam jacyś artyści będą, poradzę sobie. Jestem mądra, jestem mądra. O kurde… no synu, brat, to cię zabije, jak to zobaczy… poczekaj, upchniemy to, co rozwaliłeś pod te klocki. Od razu nie zauważy…


Życie wewnętrzne bogate, rozwój intelektualny odbywa się wieczorem. Teraz będę czytać na jutro. Znikam z Fejsa, bloga i maila. Tylko czasem zerknę, czy nie komentujecie. Jednak moja żywa reakcja jest ważna, by dobrze animować. Prawda?

* Matka jutro idzie do TVP Kultury na godzinę albo dużej, nagrywają audycję o wzroście tendencji nacjonalistycznych. Matka ma się wypowiedzieć na temat poszukiwania nowego paradygmatu dla myśli narodowej. Swoje przemyślenia ma zawrzeć odnosząc się również do tego, że artyści podjęli temat. No nie wiem… ale poczytam. Mam taką jedną fajną książkę, na artystów powinna być ok.