Czuje się zobligowana mimo niesprzyjających okoliczności do
wydania oświadczenia.
Oświadczenie dotyczyć będzie mojego aktualnego stanu. Stan
ów ma się dobrze, mimo niesprzyjających okoliczności, co jest powtórzeniem
treści ze zdania pierwszego, ale to celowy zabieg stylistyczny, ponieważ ja
panuje nad tekstem niczym Prezes nad swoimi wywiadami. Trzęsie mnie jednak
nieco. Być może z powodu nadchodzącej zarazy, a być może z powodu wściekłości,
która to targa mną wewnętrznie, a której powodem jest strata finansowa
poniesiona za sprawa mego syna. Syna młodszego zwanego Godzillą, co już jest
powszechnie wiadome. Chwilowo zostałam od niego odseparowana przez ojca, gdyż
byłam gotowa powyrywać mu nogi z dupy i owinąć je na szyi. Jego szyi. Puściłby
mnie dziś bowiem z dymem, co oczywiście zapewne chciał uczyć z miłości. Mnie ta
miłość jednak czasami bokiem wychodzi, bo się wysikać nie mogę, gdyż w tym
czasie właśnie następują poważne straty i występuje pierwszy stopień zagrożenia
pożarowego. O ile zauważyliście piszę jednym ciągiem. Bo jestem tak wściekła, że
nie chce mi się robić akapitów.
Zresztą Prezes też nadaje jednym ciągiem i ciągle to samo.
On po tej Rzepie to normalnie guru się zrobił dla mnie. Guru w autorytarnym,
manipulatorskim, wrednym, wstrętnym i obleśnym używaniu języka w celach
niecnego przejęcia władzy i pozbawienia nas resztek jakiejkolwiek gospodarki,
która się jeszcze na wyspie (tej wyspie) ostała. To też zresztą mnie trzęsie.
Boszz.. Matka dostanie jeszcze jakiś drgawek.