Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies pogryzł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies pogryzł. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 grudnia 2012

Matka Godzilli dała sobie pożreć telefon!


Wyobrażacie to sobie – telefon? Jej ukochany telefon! Tak, tak i bardzo tego przez chwilę żałowałam.

Jakiś czas temu mały Godzilla odgryzł mi jeden klawisz. Jakoś z tym żyłam, może nie było łatwo, ale było. Przy okazji jednak będąc w centrum handlowym, weszłam do punktu napraw i zapytałam, czy da się to jakoś skleić albo wymienić – niby tak, ale trzeba tydzień czekać. Zapomniałam o tym oczywiście, przecież co tydzień do centrum handlowego nie jeżdżę. Przypomniałam sobie dziś, przy okazji kupowania prezentów zaległych. A zestaw klawiszy na mnie czekał. No to dałam telefon, bez niczego – po prostu dałam. Wymiana miała trwać 10 minut. Ok. Po 10 minutach dostałam telefon z nowymi przyciskami, ale kompletnie zepsutym wyświetlaczem, a to akurat kluczowe… przyciski tylko trzy, a ekran dotykowy – nie świecił! Mówię panu w serwisie uprzejmie, że chyba coś jest nie tak.
- Rozładowana bateria, proszę pani.
- Nie ma związku proszę pana, jak się rozładuje, to się wyłączy, ale świeci normalnie, a tu jest coś nie tak.
- Podładujemy.
- To nic nie da, proszę sprawdzić, co zepsuliście.
Oczywiście nic nie dało podładowanie. Wyświetlacz był zepsuty… Mąż mnie wsparł, rzucił panu groźny pomruk, a ja dodałam bazyliszka. Godzilla młodsza spała, więc nic nie rzuciła. Starsza została u babci.
- No dobrze, zobaczymy…
Zniknął na 20 minut. Wylazł, zdenerwowany.
- I co?
- No nie wiem, co się stało, to potrwa, proszę czekać.
20 minut.
- I co?
- Jeszcze z pół godziny…zadzwonimy do pana…
A wylazł i zbierał modele tego samego telefonu z salonu.

Wyszliśmy, ja wściekła do granic. Trzy klawisze, a telefon poszedł w diabły! Co mnie podkusiło na taki jakiś dziwny serwis. Ale niby duży, centrum handlowe, środek miasta.
Na pocieszenie zobaczyłam srebrne kolczyki, takie, o których marzyłam, takie kółka, których nie trzeba wyjmować na noc... I te kolczyki łypały do mnie.
- Za ile?
- 39 zł.
- Srebrne?
- Oczywiście.
- Mogę przymierzyć?
- Proszę.
- A nie zepsują się?
- A niby dlaczego?
- Bo tu w serwisie właśnie mi telefon popsuli. To może mam pecha i do kolczyków…
- O to nieładnie zrobili.
- Też tak myślę!
Mąż – Kup sobie te kolczyki, są ładne! Kup!
- eee..
- No kup i chodź już!
- No dobrze. A rabat świąteczny, na pocieszenie za telefon?
- A dam pani rabat!
- Serio? Super!

Wracamy do salonu. Ja nieco szczęśliwsza, ale nadal zła.
- I co?
- Kolega skręca…
- Ostrożnie!
- Proszę.
- I co się stało? Teraz jest ok.?
- Nie wiem, przecież pani mówiła, że pies pogryzł! Naciąga nas pani.
- Słucham???!!! Ja nie mam psa, proszę Pana i nic Panu takiego nie mówiłam (jemu nie mówiłam, że Godzilla odgryzł!) - Wypadało by po prostu przeprosić, popełniliście błąd, ja zmarnowałam prawie dwie godziny…
- No dobra, przepraszam.

I więcej nigdy, ale to przenigdy nie będę korzystała z usług takich salonów. Nawet, jak mi pies wygryzie dziurę w telefonie. A nie mam psa. I nawet jak Godzilla coś znowu uszczknie, skubnie lub spróbuje klawiszka.
UGH. Ale kolczyki mam. Taki bonus do telefonu, prezent od męża. Na pocieszenie i z rabatem (dużym). Tylko się tak zastanawiam, czy ja mam na twarzy wypisane „blondynka – można robić w konia”? Patrzyłam w lustrze, nie widać, kolczyki wyglądają świetnie. Blond mam, choć niewyrazisty. Inteligentne spojrzenie. To dlaczego jakiś pacan jeden czy drugi uważa, że jak przychodzi kobieta do salonu, z dzieckiem (męża od razu nie widział!), to można jej wmówić głupoty, próbować ją oszukiwać? To samo robią w warsztatach samochodowych. To fakt, ja pewnie nie umiem nazwać fachowo usterki, ale jak mówię chłopu, że moc spadła, to ma mi wierzyć i sprawdzić, a nie pytać, czy gazu dodałam…
Matka Godzilli, nastawiona bojowo i wcale nie feministycznie. Taki apel o uczciwość, po prostu. Zwłaszcza przed światami, bo jak ma być w tym kraju dobrze, jak na każdym kroku ktoś kogoś próbuje zrobić w balona. A ja się nie dałam.