Pokazywanie postów oznaczonych etykietą news. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą news. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lutego 2013

Ząb w zupie, ząb w ...upie…


Dąb zupa zębowa, ząb du… o cholera. Dałam się..

Pomidorówka z ryżem wyrwała Godzilli ząb. Relacja Godzilli była dramatyczna, krew się lała.. ryż latał:

- Mamo! Ząb mi wypadł na zupie – wrzeszczy Godzilla przy wyjściu ze szkoły. - Dziś zupa była tylko, drugiego nie dali, głodny jestem! I wpadł do tej zupy i pani mi chciała zupę wymienić, wyobrażasz sobie, ale nie dałem! Ale zupa z ryżem była, to trudno mi tego zęba było wyłowić, ale grzebałem i grzebałem, w końcu się znalazł! Mam go, mam, wsadziłem do okularów!
- A krew się lała?
- Nie lała albo lała, tylko to pomidorówka była, to nie było widać. No lała, na pewno lała. Musiała, w końcu to ząb.
- W końcu tak, krwawa sprawa…

I tym newsem przebijamy Koreę i Benedykta, jak również kryzys TP SA.
Bliższy ząb niż … dąb? Zupa dębowa, ząb dupa dębowa…

I po co tu mieć pogląd, Godzilla i tak sprowadza matkę na ziemię. Co tam Korea i atom, jak lej po bombie będzie w portfelu, to znaczy lej po zębie. Bo do kogo Zębuszka przychodzi najpierw? Do matki… a potem zbiera od Babci, od Dziadka i od kogo tam się da. I pewnie zadzwoni do innych krewnych i znajomych – z prośbą o przekazanie:

1% podatku – Fundacja Zębowej Wróżki.
KRS 00000000000001
To takie proste obywatelu…

PS. Matkę te newsy jednak zafrapowały, tak się obiektywnie przyjrzała tytułom na portalach – w końcu jakby nie patrzeć abdykacja to niezły news, a tu następnego dnia wyskakuje Korea, TP SA, 666 cm brzozy, Westerplatte, a Benedykt spada… Trudno być rzeczywiście papieżem w dzisiejszych czasach. Nawet na jedynkach człowiek nie zagrzeje miejsca jak należy.

Matka wie, że news żyje krótko, ale żeby aż tak – musi zweryfikować pogląd. A taki Palikot i memłanie tego jego cyrkoliberalizmu się trzyma i taki PiS… I takie to już nudne.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Matka gorszycielka z poglądem na B.


Znudziło mi się pisanie o Godzillach. Nie dość, że człowiek ma te potwory non stop, to jeszcze przez tego bloga czuje się zobligowany, żeby o nich pisać… no ja już nie mogę. Nakarmione, przewinięte, oprane, obsprzątane, lekcje odrobione, kazanie palnęłam – jak przykładna matka Polka, ale więcej już o nich nie wykrzesam. Co mam napisać, że parówkę znalazłam znowu w swoim łóżku? Rozmemłaną w soku bananowym? Co to za news? – żaden, uwierzcie. Żaden news, nawet jak to PR-owo obrobię w stylu:

Dziś przed południem w łóżku Durskich znaleziono parówkę. Przetworzoną i rozmemłaną wraz z sokiem bananowym. Bez wątpienia parówka zawierała jakieś 20 procent mięsa, reszta tłuszcz i odpady, gdyż matce trudno to było odczyścić z pościeli i ram. Producenci powinni się strzec – matka nie kupi więcej parówki. Będą bankructwa i posypią się zwolnienia na rynku mięsnym w sekcji parówek. Ekonomiści przewidują, że dzisiejsze znalezisko z łóżka Durskich może podziałać dwutorowo – albo przyspieszy upadek rynku parówkowego i wzmocni inne sektory mięsne albo paradoksalnie spowoduje, iż producenci, by nie dać się bankructwu, poprawią jakość.


Na szczęście Benedykt puścił news. Stanowczo z gatunku breaking. Poczuł się staro i nieadekwatnie i że go przerasta. Podejrzewam, że od początku przerastało, oczekiwania były duże – są nadal, instytucja pogrąża się w coraz większym kryzysie. Odszedł człowiek charyzmatyczny, wizjoner i jednak dobry polityk, trudno być tym po – tym następnym. Czysto ludzkie, może więc w końcu kościół bardziej ludzki się stanie… może to krok w dobrą stronę.

To było z serii poglądów matki Durskiej. Matka może mieć bowiem poglądy, dzieci nie wykluczają posiadania takowych, nawet Godzille.

A z innych spraw, matka legła pod naporem biurokracji i próbuje odnaleźć świadectwa pracy. Wszystkie, byłe… ratunku. To nierealne. Czy można dostać u byłego pracodawcy kopię takich? I czy jak się ich jednak nie znajdzie i się nie dostarczy do pracodawcy nowego, to jest to jakiś problem? Przecież wykazałam wszystko w kwestionariuszu oraz innych dokumentach. A poza tym od jakiegoś czasu byłam zatrudniona na etacie przez Godzille, żadnych urlopów nie było, stosunek do służby mam zadowalający, zwolnień i uszczerbków nie mam… no chyba, że trwały uraz wynikający z macierzyństwa – to się robi na mózgu i zostaje na zawsze, ale to społecznie niegroźne i pracodawcy nie powinni się obawiać.
Zwłaszcza, że to mąż mnie zatrudnia. Zna przypadek, wie, że ciężki, ale obiad daje codziennie i jeszcze z deserem.