Nie jest dobrze
Przeżywam w głowie powakacyjną sieczkę, próbuje ustalić grafik,
zebrać części do kupy, poskładać puzzle, a wszystko jest odłożone na „od połowy
września, na jak będzie plan lekcji”.
Matka łapie więc pełen luz, zupełnie się nie przejmuje. Nie
ma planu, jest spontan. Szkoła podchodzi kreatywnie do czasu. Tydzień
organizacyjny, następnie tydzień integracyjny i tydzień wstępny. Miesiąc minie
jak z bata strzelił. Potem młodzież fałdki przyciśnie w domu, by nadrobić
straty i przerobić materiał. Materiał musi być bowiem przerobiony, ćwiczenia
odhaczone. Szkoła zaangażuje też rodziców, w to Matka nie wątpi. Jest to
oczywiście godne pochwały, taka integracja, tyle się dzieje. Na wrzesień planowane są festyny i jarmarki,
względnie koncerty oraz ważne obchody, na które nie ma wprawdzie funduszy, ale dzięki zaangażowaniu rodziców… wszystko się uda! Niestety nie
jest planowana normalna, systematyczna nauka i zajęcia dodatkowe.
Ale się pewnie czepiam, w głowie mi się poprzewracało.
Szkoła ma bawić, ewentualnie uczyć przez zabawę. Kreatywność
i wszechstronny rozwój na sztandarach. Że się to potem przy testach wypleni, to
inna bajka. Zabawa w szkole, praca będzie w domu.
Ale jestem zła.