środa, 20 sierpnia 2014

Rodzicu, odchrzań się od wizerunku swojego dziecka!



Durska siedzi w Sieci kompulsywnie, nałogowo i wręcz zawodowo. Przegląda jak leci albo na wyrywki. Wpada jej więc w łapy mnóstwo rzeczy. Ostatnio wpadły profile kolegów i koleżanek z klasy Godzilli. Pomyślałam najpierw, o jak fajnie, też muszę Godzilli założyć konto. A potem ZONK i kubeł lodu na łeb. O matko, co za głupota, co ja wymyślam! 

Godzilla ma dziewięć  lat. Facebook wymaga skończenia 13. Ta granica wieku czemuś służy.
Owszem, mogę założyć Godzilli profil, nawrzucam mu zdjęć, ustawię jakieś zabezpieczenia, polubię znajomych (w jego wieku oraz swoich, bo tych w jego wieku jak na lekarstwo), od czasu do czasu mu się zamelduję z lodziarni albo pizzerii i napiszę jakąś głupotę, którą powiedział. Ja to zrobię, ja – rodzic, nie Godzilla. Bo dziecko w wieku dziewięciu lat nie ma jeszcze ani wiedzy ani umiejętności, by skorzystać z portalu społecznościowego. Nawet jeśli jest technicznie zaawansowane, czego nie wykluczam, to emocjonalnie absolutnie nie. 

Media społecznościowe nie są obojętne dla życia. Uzależniają, wciągają, zmieniają perspektywę. Żyjemy w cywilizacji, która dopiero uczy się funkcjonować w symbiozie człowiek-technologia. Mimo że na tę cywilizacje mówimy, że jest postmodernistyczna. A nawet post-postmodernistyczna, bo przekraczamy bez trudu kolejne granice. Pewnie tak. Nie przeczę. To nie znaczy jednak, że jesteśmy na to emocjonalnie i intelektualnie gotowi. Wydaje nam się, że tak, a potem FOMO. Albo cierpienia z powodu straty lajka. Albo całe morze bzdurnych treści i zachowań na wallach. Jakieś splashe, ba – nawet podpalenia wśród amerykańskich nastolatków. 

Zaraz pojawi się tłum, który stwierdzi – pieprzysz Durska, nikt tego nie przeżywa, nikt na to nie patrzy. Normalni ludzie mają dystans. Widocznie z tobą jest coś nie tak, weź się goń. Nas to nie dotyczy.
Czyżby? Skoro intensywnie się czemuś zaprzecza, to to coś ma znaczenie. Więc choćby nie wiem, jak się zapierać, to Fejs dużo zmienia. Współczesny, przeładowany Internet dużo zmienia. Mnogość kanałów dużo zmienia. I naprawdę nie ogarniamy wszystkiego, trudno nam się w tym połapać, zdystansować. Nie wierzycie? To skąd tyle bezsensownego hejtu i frustracji, zwłaszcza w polskim Internecie? 

Po cholerę więc pchać do tego istoty, które nie są gotowe na tę ilość różnorakich informacji, emocji, głupoty, zabawy, tego całego contentu, treści, których my sami nie jesteśmy w stanie ogarnąć?
Na funkcjonowanie w mediach społecznościowych nie jest gotowe dziecko, które nie umie oderwać się od durnej gry na tablecie. Które, jak czyta książkę, to przez tydzień chodzi „w jej świecie”. Które nie ma dystansu do swoich pluszaków i nie jest w stanie ich wyrzucić, bo przecież je kocha. Które płacze z powodu zgubionej linijki, bo przecież to była ta ulubiona. Które płacze z powodu zdartego kolana i przezwiska rzuconego przez kolegów. 

Tak, nastolatek też ma takie emocje, też nie potrafi oderwać się od gry. Dorosły również. A jednak i nastolatki i dorośli łatwiej znajdują dystans i metody, by z takimi problemami sobie radzić. Młodsze dzieci przychodzą do nas lub starszego rodzeństwa:
- Mamo, przytul mnie… mamo, rozwiąż ten problem, pomóż mi. 

W wieku 13 lat emocje nadal są, ale już inne, nieco dojrzalsze. Trzynastolatek więcej wie i więcej rozumie. Można wytłumaczyć mu mechanizm FB, zrozumie to lepiej niż dziewięciolatek. Można starszym dzieckiem w pewien sposób pokierować, pokazać, co w sieci jest dobre, a co złe, zrozumie to lepiej niż dziewięciolatek. Bo ten na pytanie: „Chcesz konto na fejsie?” odpowie: „No, pewnie, załóż mi mama”. I nic więcej nie ma do powiedzenia. Bo niby co ma powiedzieć? 

Trzynastolatek jest już w stanie swój wizerunek kreować. Przynajmniej w jego mniemaniu wrzuci to, co jest akceptowalne w grupie odniesienia, tak, żeby się nie wygłupić.
A co, jeśli profil młodszego kolegi znajdą złośliwcy ze starszych klas? I nagle na boisku syn/ córka się dowie, że jest frajerem, bo ma durne zdjęcia z mamusią i tatusiem? Trzynastolatek takich sobie nie wrzuci, bo wie, że to obciach.

Za dziewięciolatka zrobi to rodzic, który chce, by dziecko się wydawało – takie grzeczne, zdolne, światowe i oblatane w społecznościach. A dajcie mu spokój!

Drodzy rodzice, poczekajcie. Nie ma co się wyrywać, bo sami dobrze wiecie, ze Internet potrafi namieszać i w dorosłym życiu. Nawet jeśli wam akurat nie szkodzi, nawet jak macie go „na krótkiej smyczy” i korzystacie tylko, by zdobyć informacje. Dam sobie łeb uciąć, że sama selekcja informacji zabiera wam więcej czasu niż ich wyszukanie. A dziewięciolatek potrafi wyszukiwać informacje? Czy raczej to was zarzuca pytaniami?
No właśnie.

Poczekajcie, do pewnych rzeczy trzeba dorastać powoli. Tak jak do seksu – wtedy smakuje lepiej. 

Co nie znaczy, że młodsze dzieci mają nie korzystać z Internetu! Nie puszczajcie ich jednak na żywioł! Uczcie, pokazujcie, rozmawiajcie.

Ważny tekst na ten temat przeczytałam w aktualnym numerze Twojego Stylu. Pisałam też na Fochu.pl - zerknijcie 


2 komentarze:

  1. Mój 8-latek w weekend zarzucił tekstem, że mam mu założyć facebooka, "bo ma takie piękne oczy i na pewno wszyscy będą go dodawać do znajomych". Nie mam nic przeciwko dzieciom w sieci, sama prowadzę bloga, na którym eM jest jednym z głównych bohaterów, ale... zapis w regulaminie facebooka jest po coś. Wystarcza mi, że zaglądam na swoją tablicę i widzę rzeczy, które niekoniecznie powinien zobaczyć 8-letni chłopiec :)

    OdpowiedzUsuń

Wystąpił błąd w tym gadżecie.