środa, 5 marca 2014

Car jest nadal zły, jak groszek cukrowy.

Rozmawialiśmy o Chopinie. Godzilla starszy miał zebrać informacje na temat. Zabrał się do zadania ochoczo, ale nieco chaotycznie. Tradycyjnie, najpierw mu Chopin umarł, potem był w Paryżu z tą Sand, a dopiero później się urodził. I dlaczego nie wiemy, kiedy dokładnie?
- Synu, Chopin żył w trudnych czasach, śmiertelność noworodków była wysoka, więc tak od razu rodzicie nie zgłaszali w parafii, że coś się urodziło, bo mogło szybko umrzeć. Poza tym, wiesz - wtedy nie pilnowano tak dokumentów. Chopin się w rosyjskim zaborze urodził, bałagan był.
- A dlaczego dużo dzieci umierało?
- Bo medycyna nie była na tym poziomie co dziś, brudno było, akuszerki przyjmowały porody, nie lekarze...- Durski już zacierał ręce, by sprowadzić temat na aspekty medyczne.
- Ojciec, o Chopinie ma być, a nie o higienie porodu w XIX wieku - na wszelki wypadek go powstrzymałam, bo płynął. - Synu, najważniejsze, że się Chopin urodził. Zaraz potem jego rodzice wyjechali do Warszawy. Nie byli bogaci, ojciec za pracą pojechał. Ale Mazowsze w twórczości Chopina zajęło szczególne miejsce, wspominał często, nawiązywał - już jak był w Paryżu.
- Z tą Sand? - koleżanka kompozytora zapadła Godzilli w pamięć.
- Tak, też.
- A ona była jego dziewczyną?
- Jakby przyjaciółką taką, ale trochę mu matkowała. Wiesz, to była taka wyzwolona kobieta, cygara paliła, co na tamte czasy było szczytem wyzwolenia dla kobiet, feministka taka. Gender synu. - dodał ojciec (ruchy społeczne, zwłaszcza artystyczne, to oprócz medycyny też jego konik).
- Mamo, a ty nie palisz cygar...- próbował złapać mnie syn na tradycjonalizm.
- Synu, jestem wyzwolona inaczej. W każdym razie Chopin z tą Sand miał jakby związek.
- A dlaczego był w Paryżu?- Godzilla uznał, że o gender mu wystarczy.
- To było dobre miasto dla artystow i emigracji. Siedzieli po kawiarniach i wino pili i kawę, bo już tedy kawa była. Nawet debatowali, jak odzyskać niepodległość, ale ta kawa powodowała, że atmosfera była bardziej artystyczna niż polityczna. W tym czasie arystokracja handlowala z Rosją, bo skąd by mieli pieniądze na Paryż?
- Ojciec - nie wprowadzaj geopolityki, bo się dzieciak pogubi - Durski znów płynął, a Godzilla wydawał się nieco zagubiony.
- No ale co to jest ta emigracja? - dopytał.
- Synu, tu zabory były wtedy, nie było Polski, więc ci co mogli, wyjechali, bo im się wydawało, że zza granicy będą o sprawy Polski dbać lepiej niż tu na miejscu.  Znaczna część musiała zresztą wyjechać, bo tu trafiliby do więzienia albo na Sybir. Car nie był zbyt łaskawy dla polskich bojowników o wolność, zwłaszcza po powstaniach. W kraju, którego na mapach nie było, tylko w umysłach ludzi, niełatwo było żyć. Tęsknili, chcieli działać, szukali pomocy, albo - tak jak Chopin, tworzyli. Poeci, muzycy, pisarze, politycy... zbierali się w salonach Europy, niech będzie, że kawiarniach, a nawet hotelach, np. Lambert, i próbowali jakoś przetrwać, coś wykombinować na zaborców - cara, Prusy i Austro-Węgry. Generalnie dlatego Chopin nie mógł wyleczyć gruźlicy, bo oni się tam też wzajemnie zarażali.
- No a car to kto?
- Taki bardziej król, który nie lubił demokracji. Udzielny władca Rosji.
- Jak Putin?
- Dokładnie tak. Putin ma w sobie wiele z cara. Taki charakter, Rosjanie lubią swoich carów.
- I co ten Putin zrobi?
- Pewnie wiele złego, bo nie może przeżyć, że ktoś go nie słucha. Car też tego nie znosił, więc gonił Polaków na Sybir.
- To Putin wyśle na Sybir Ukrainę? A ten Sybir to takie więzienie?
- W pewnym sensie więzienie, bardzo nieprzyjemny region w Rosji, w którym były i są takie specjalne więzienia. A Putin, nie - Ukraińców tam nie wyśle. Będzie chciał po kawałku zabrać im kraj, bo to kiedyś należało do Rosji. Zobaczymy zresztą, może się pohamuje - tłumaczył ojciec. Tymczasem ja sprowadziłam prozę życia do rozważań historyczno-politycznych:
- Synu, jak nie zjesz groszku (zielonego w makaronie pt. carbonara z groszkiem) to nie będziesz oglądał telewizji i wprowadzę inne dotkliwe sankcje. Na przykład będziesz grał swój ulubiony utwór przez godzinę non stop albo zabiorę ci książkę albo...
- Matka, bo wywołasz jakąś traumę - wyluzuj. Synu, jak nie zjesz groszku, to przez tydzień nie damy ci obiadu - uciął sprawę ojciec, zupełnie jak car udzielny.


Następnego dnia Godzilla wziął encyklopedię, gdyż rodzice na tyle zainspirowali go do dalszych poszukiwań, że nie mógł sobie odmówić kolejnej porcji wiedzy o kompozytorze... No i w końcu musiał napisać trzymającą się kupy notatkę (sugerowaliśmy, by pominął trudniejsze wątki poboczne). Miał tylko jedno pytanie:
- A jak Chopinowi to serce wydłubali, żeby je do Warszawy przywieźć?

Odesłałam syna do Internetu, tu moja wiedza się jednak skończyła.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam Cię, Was w ogóle lubię i groszek cukrowy też ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To zapraszam na carbonarrre;))))

    OdpowiedzUsuń

Wystąpił błąd w tym gadżecie.