wtorek, 5 lutego 2013

Miało być na kanwie, ale wyszło… jak zwykle


Na tak zwanej kanwie tego, co Smaczna Riposta napisała – i że ja korzystam z zaproszenia. Korzystam, ale trochę inaczej niż planowałam.

Planowałam bowiem napisać, że w naszej kulturze nie uczy się rozmawiania, a to się z domu wynosi. U nas jest kultura posłuchu autorytetom, jakimkolwiek, więc z założenia dyskusja wykluczona. Na autorytet to można co najwyżej wrzeszczeć… ze złości.
I to procentuje takim ogólnospołecznym brakiem zdolności do prowadzenia dialogu, rozmowy, wymiany myśli. To riposta dla Pani Riposty.
A ja Godzille próbuję od zarania (ich zarania) uczyć, że warto rozmawiać. I powiem Wam szczerze, byłam za to wzywana na dywanik do przedszkola. Do starszej Godzilli, do przedszkola pierwszego, do jakiego trafił. Iż za dużo z dzieckiem rozmawiam, iż zupełnie niepotrzebnie pytam je o zdanie, bo dziecku zdanie WYSTARCZY narzucić. Godzilla trafił do innego przedszkola.
Ta nieumiejętność tkwi we wszystkim, to tylko przykład. Pisze mi się jednak ciężko, gdyż młodsza Godzilla nie rozmawiając ze mną, nie wspominając nawet o swoich zamiarach, zmasakrowała mi okulary. Dlatego dziś będzie inaczej – to znaczy inaczej niż planowałam, ale na ślepaka i tak mi nieźle idzie…

Otóż Godzilla targnęła się na te moje okulary gwałtownie, znienacka. Znienackiem mi je z nosa jednym ruchem i uciekła w kąt. Zanim dopadłam… było już po sprawie, biedne dogorywały w łapach potwora. W nienaturalnej pozie, wygięte w paroksyzmie bólu. Moje, ukochane… A ja bez nich nie mogę wykonywać wielu podstawowych czynności.
- nie mogę pisać.
- nie mogę jeździć
- nie mogę czytać.

Resztę bez jakoś ogarnę. Ale to jeżdżenie i to pisanie…W związku z tym matka ściśnięta nagłą złością rzuciła się na Godzillę…
A ten ze stoickim spokojem, opanowany jak saper na polu minowym:
- Pokój mama, pokój, kupimy nowe…

Rzeczowo, bez emocji, spokojnie. Parę stów w plecy i nieodżałowane, ukochane oprawki.

Pani Optyk nie mogła się nadziwić, że to oto słodkie maleństwo i że tylko jednym ruchem. Cóż za zegarmistrzowska precyzja.

Akcja ratunkowa trwa – Ojciec pojechał odebrać nowe…

6 komentarzy:

  1. Moje już domierają. Oprawki. Na prawe oko i tak prawie nic nie widzę, więc wielka rysa na szkle mi nie przeszkadza tak bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  2. rysy na szkłach nie przeszkadzają, ślady małych łap też niekoniecznie...
    Lucyfer też zrywa mi okulary z twarzy, nie ucieka, bo jeszcze tak szybko nie potrafi, znaczy nie umie biegać jeszcze ;) Już zaliczyłam drobną naprawę. Niby taki mały i niby tyle nie potrafi, ale silne te łapiny ma, oj ma (cholera jasna :/) I jakie precyzyjne. Zerwał mi noski w szkiełkach. Jakim cudem?! No zerwał. Diabeł jeden.

    p.s. ja też mam dość drogie szkła, ale na Ursynowie jest dobry optyk co tanie szkła dostarcza (marżę ma małą czy jak).

    OdpowiedzUsuń
  3. u mnie tylko śrubka wypada bo zausznik odgięty lekko

    OdpowiedzUsuń
  4. Tuż przed odcięciem się od sieci dostrzegłam, ze nowy produkt umysłu się pojawił... siadam pełna ekscytacji, bo widzę, że się będzie sprawa dyskusyjne toczyć. I nawet przez myśl mi nie przeszło,że Mała Godzilla taki numer wywinie :) I się pyta towarzysz wieczorową porą: "co to tam takiego zabawnego?" a ja na to: " Godzilla okulary pochłonęła" - nie muszę tłumaczyć miny na jaką natrafiłam ;) chyba muszę zacząć więcej na głos mówić o tym dziwnym życiu w sieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam ten ból, moje oprawki jeszcze żyją, ale coś czuję, że niedługo czeka ich śmierć naturalna.
    Na szczęście są na gwarancji. Od potworów też.

    OdpowiedzUsuń
  6. moje nie miały juz gwarancji i nie były ubezpieczone (zresztą to tylko na rok i zawracanie d..). Przyzwyczajam sie do nowych.. jedyna zaleta jest taka, że Godzilla już mi nowych nie ściąga - nabrał respektu i zaakceptował.. a może te mu się podobają??;))

    Gdzie ten optyk na Ursynowie???

    Riposta - mów, mów, nies nowine, co pochłoniete;))

    OdpowiedzUsuń

Wystąpił błąd w tym gadżecie.