Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaża. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lipca 2013

Trochę średniowiecza, trochę plaży


Czas płynie zatrważająco szybko, choć w niektórych miejscach zatrzymał się w bezruchu i trwa – w średniowiecznych murach tutejszych miasteczek. Po prostu wzruszająco piękne, gdzieś w oddali chorał gregoriański i freski na ścianach bez mała tysiącletniej katedry… Florencja przytłaczała bogactwem, Volterra i San Gimigniano po prostu wzruszają – atmosferą, zabytkami, pięknem.

Nie, matka Durska nie zrobiła się nagle ckliwa, a tym bardziej romantyczna. Po prostu docenia i planuje, że jeszcze tam wróci. Kiedyś, może.

A dziś nad morzem, w końcu, ile można jeździć. Zwłaszcza, że według wszelkich trafnych przewidywań siekło małego Godzillę. Jedynie katarem, ale jednak z kaszlem tak głębokim i ponurym, że wprawia w zakłopotanie. Rodziców wprawia. Na szczęście na plaży nie kaszlał, bo by na nas patrzyli. Gruźlika uskuteczniał na targu, dzięki temu mamy darmowe winogrona i trochę czereśni. Gdzie diabeł nie może, tam Godzille pośle z katarem.

A ojciec został włoskim kierowcą. Najpierw zrobił wykład, że nie należy się na górkach rozpędzać, a potem się mu zapomniało zwolnić. Niezbyt mu się jednak próba wyrzucenia rodziny przez dach udała, bo nadal jesteśmy, a Godzille wręcz zachwycone samochodowym skokiem taty. Fajnie było.

Idę, idę sobie, bo mi szkoda czasu na to pisanie (sic!). Idę pod figowca, a co tam.



wtorek, 2 lipca 2013

leżak

Zadziała albo nie zadziała. Włoskie wifi kapryśne. Wczoraj na przykład przerwało mi w trakcie. Dziś nie może zacząć. No cóż. To że za granica, to nie znaczy, że wszystko takie idealne. Ale cała reszta tak. Matka Durska wraz z Godzillami uprawiała dziś plażowanie, a wcześniej odbyła wizytę na bazarze, gdzie nabyła prodotti locali w postaci tym razem oliwek i suszonego mango oraz limonki. Ojciec zaś nabył bułę ze świniakiem pieczonym i ją wtrząchnął na miejscu. Dlatego potem na plaży nie był zainteresowany ganianiem za panem pizzą. Podczas gdy i ja i Godzille konaliśmy z głodu na tych leżakach. A ojciec nam za te leżaki zapłacił i nie pozwolił wcześniej do domu jechać, żeby się nie zmarnowało. Inwestycja musi amortyzować. Teraz amortyzujemy wino, a Godzille zdechły w pokoju. Fajnie tak je przeczołgać, to potem człowiek może sobie spokojnie lampkę osuszyć. Godzilla starsza zapadł na gardło. I psuje harmonogram. Jutro znowu będziemy konać na jakiś leżakach, bo dostał gorączki ten Godzilla i nie wypada tak się z nim włóczyć. Na szczęście matka miała antybiotyk z Polski, przepisany przez doktora rodzinnego na zaś. Wiedzieliśmy, że zaś się wydarzy, więc nadal mamy pełen luz. Się pojedzie do tej Florencji w czwartek, w końcu nie zając. Jutro się może do jakiejś Volterry udamy, albo czegoś takiego, nie pamiętam nazwy, a stary poszedł z mapą, to nie sprawdzę. Przecież to wifi tu tylko w jednym miejscu, nie będę za nim dylała z kompem i kieliszkiem.

To by było na tyle. Idę się rozkoszować widokiem na pola.